HARCE ZZ-tów 2009 - RELACJA

KLASZTOR HARCERZAMI STOI
         Pierwsze poważne, zimowe mrozy ścisnęły nasze miasto, jednak tak niesprzyjająca pogoda nie zdołała wystraszyć harcerzy z całego Okręgu Podkarpackiego. Druhowie przyjechali do Rozwadowa na trzydniowe Harce ZZ-tów (Zastępów Zastępowych). Tym razem musieli wcielić się w role konspiracyjnych jednostek harcerskich.
 
Już na wstępie zostali zaskoczeni, gdyż nie mogli ot tak sobie wejść do podziemi klasztoru, w których mieli stacjonować. Najpierw musieli przeprawić się przez komisję wojskową... Byli tam badani, a także otrzymali tam Karty Rozpoznawcze, które miały im pomóc w późniejszych grach terenowych. Gdy okazało się, że przybyli harcerze są zdrowi i zdatni do służby w konspiracji, z ochotą zabrali się do jedzenia kolacji. Po napełnieniu swoich żołądków odbył się kominek, na którym zjawił się Komendant Podkarpackiej Chorągwi Harcerzy. W czasie kominka druhowie otrzymali swoje pierwsze konspiracyjne zadanie. Musieli, bowiem przedstawić na arkuszach szarego papieru znaki, hasła niepodległościowe wzywające rodaków do walki. Gdy plakaty były już gotowe, harcerze wyruszyli na osiedle Piaski i Rozwadów, aby je porozklejać, dzięki czemu już w piątek mieszkańcy mogli zauważyć, że „coś się dzieje”. Jak to na grzecznych harcerzy przystało, zaraz po gwizdku oboźnego wszyscy udali się na zasłużony wypoczynek. Jednak nie na długo…
         Około północy zostali zbudzeni i zaprowadzeni do klasztornych krypt, gdzie czekał na nich kapelan żołnierzy AK. W tym miejscu musieli się zobowiązać czy będą walczyć o wolną i niepodległą Rzeczpospolitą. Wszyscy jak jeden mąż złożyli przysięgę i patrolami(w kilkuosobowych grupach, które między sobą rywalizowały) udali się w kierunku Rozwadowa.  Na dworcu czekała na nich łączniczka, (nikt z uczestników wcześniej jej nie widział). To od niej otrzymali kolejne rozkazy i mapę. Zgodnie z jej instrukcjami wsiedli do niezidentyfikowanego pojazdu, którym udali się do Charzewickiego parku. Tam musieli odnaleźć tajne kody położone w różnych miejscach parku, a następnie je spisać. Musieli jednak uważać na patrole niemieckich żołnierzy, które utrudniały im to zadanie. Na odnalezienie i spisane kodów mieli godzinę. Ok. godziny 3 rano do skromnych, rozwadowskich murów klasztoru powrócili z gry ostatni harcerze;
 
…Tik, tak, tik, tak… Drrrrrryyyyńńńń!! … klik.
 
- uaaaaa… - w mroku klasztornych podziemi dało się słyszeć potężne ziewnięcie, które samo za siebie mówiło o nieprzespanej nocy. - …musimy to robić tak wcześnie ranooo…uaaaaa? – pytanie retoryczne przerodziło się w kolejną serię (niemniej wymownych od tego pierwszego) ziewnięć.
 
Niestety. Odpowiedź była wiadoma już od początku. Musieli.
 
- „POBUDKA!!! POWITANIE DNIA!!” - Tak właśnie wyglądała, a raczej brzmiała godzina 7: 15 w harcówkach, gdzie kadra harcerska po niespełna dwóch godzinach snu zarządziła pobudkę. W związku z tym dzień został rozpoczęty poranną modlitwą, śniadaniem, (a nawet!) umiarkowaną toaletą… Wybiła 9: 30. Wszyscy harcerze, (ponoć ze śpiewem na ustach) ruszyli w kierunku Zespołu Szkół przy ul. Hutniczej w szeregach konspiracyjnych znanym jako „Sikorski”. Gra dzienna zaczęła się od zajęć z samoobrony i Pierwszej Pomocy. Po zajęciach, teoretycznie każdy z nich potrafił udzielić pierwszej pomocy i w razie potrzeby obronić się… Jak było praktycznie? Nie wiemy, ale lepiej byśmy tego nie sprawdzali J Prosto z „Sikorskiego” harcerze udali się do hali warsztatów, by obejrzeć wystawę COP-u. Zmarznięci druhowie po wypiciu energicznego napoju „Kubuś” ruszyli zdobywać kolejne punkty gry. Cały dzień ich tropem podążał niezidentyfikowany bliżej wóz. Niektórzy z harcerzy twierdzili, że było to auto wroga. Po długiej i burzliwej dyskusji udało się ustalić, iż był to zielony „Kombiak”… Nadszedł moment by sprawdzić swoją siłę mięśni i umiejętności strzeleckie… Harcownicy sprawnie przemieścili się na sztuczną ściankę wspinaczkową na terenie klasztoru, oraz na strzelnicę LOK-u. Słońce zaszło gdzieś za lasem i nastała ciemna noc… No, może trochę przesadzam… Nadszedł wieczór, tu jednak nie koniec wrażeń. Kolejne konspiracyjne zadanie stało przed naszymi druhami; Jak donosił wywiad, w dwóch miejscach Stalowej Woli kolaboranci miejscy mieli przekazać niemieckiemu oficerowi ważną dokumentację (jej szczegółów ze względów państwa bezpieczeństwa, zdradzać tu nie będę). Druhowie jednak musieli wytropić wszystkie osoby zaangażowane w tę akcje, a przede wszystkim zdobyć ich fotografie. Jak można się domyśleć wszyscy bardzo dobrze wykonali to zadanie, wykorzystując przy tym dużą pomysłowość. Ostatnim zadaniem było przedostanie się do naszego, lokalnego basenu, gdzie nadeszła upragniona chwila pełnego relaksu i zabawyJ Po tym jak już nasi, dzielni harcownicy wrócili do klasztoru, ogrzali się najedli, mieli przyjemność wykorzystać resztę swoich sił na koncercie zespołu: Absalom. Było dużo skakania, śpiewów, bisów i klaskania…a później…a później już tylko gwizdek oboźnego i głęboki sen.
 
Niedziela - ostatni dzień naszej, harcerskiej przygody. Wspólnie z parafianami uczestniczyliśmy w Eucharystii o 10: 30, po której odbył się Apel podsumowywujący Harce i rozdanie nagród.
         Dziękujemy przede wszystkim O. Romanowi Łukaszewskiemu za przyjęcie w klasztorne progi grupy 30 harcerzy. Wykazał się Ojciec niemałą odwagą. Składamy Ojcu serdeczne Bóg Zapłać. Podziękowania jesteśmy winni również włodarzowi Naszego Miasta panu Andrzejowi Szlęzakowi za wsparcie finansowe, bez którego nie dalibyśmy sobie rady. Pragnę złożyć także podziękowania na ręce pani Lucyny Goc, dyrektorki Zespołu szkół Nr 1 za nieodpłatne użyczenie auli szkolnej oraz panu Cezaremu Chorajeckiemu za opiekę nad harcerzami w szkole.
Do zobaczenia na „harcerskim szlaku”.
POGODNY WILK